Kuba - i jego medialny szoł :)
Hehe, zauważyłem prowokatorskie podejście do tematów postów ostatnio:)...
Oczywiście nie jest to Kuba Wojewódzki, tylko nasz pokładowy Kuba, czyli mój rodzony hermano młodszy:) (tiaaa ja jestem BIG BROTHER:)
No dobra, przeciągałem wstęp bo chcę coś w tym poście mieć dla siebie, bo zaraz reszta tekstu jest naszej gwiazdy :)
Wszystko było opublikowane na Portalu 4ENRERGY.pl
Dla tych którzy nie znają historii naszej wyprawy to może być dobre strzeszczenie:)
Wklejam treść i zapraszam do lektury, a potem można wejść sobie na portal też na oryginalną wersję i na inne artykuły tam...B.
Katowice - Bamako czyli... nasz mały Paryż - Dakar
Wielu z nas siedząc zimą przed telewizorem ekscytuje się zmaganiami kierowców i motocyklistów w rajdzie Dakar. Nie każdy jednak wie, że istnieje kilka możliwości, aby, nie szukając bogatych sponsorów, zakosztować przygody na pustyni i sawannie. Jedną z możliwości jest udział w Rajdzie Budapeszt - Bamako, rozpoczynającym się w stolicy Węgier. W 2005 roku wzięło w nim udział 38 samochodów, 2 motocykle i 1 quad. Kwota wpisowego w kategorii turystycznej wynosi 300 euro na osobę, a w kategorii rajdowej 1600 euro od załogi (max. 4 osoby), więc jest nieporównywalnie niższa od wpisowego na rajd Dakar. W ramach wpisowego organizatorzy zapewniają udział we wszystkich oficjalnych imprezach i posiłkach, noclegi w 5-cio gwiazdkowym hotelu w Bamako, pomoc w uzyskaniu wiz, darmowe mapy oraz upominki sponsorów.
Inną opcją jest organizowany przez Brytyjczyków rajd "gruchotów" z Plymouth do Banjulu. Reguły rajdu są proste: samochód nie może kosztować więcej niż 100 funtów, na przygotowanie samochodu nie można wydać więcej niż 15 funtów, w trakcie rajdu organizatorzy nie udzielają uczestnikom żadnej pomocy. Samochody, które dotrą do Gambii są zlicytowane, a środki z licytacji oddawane są na cele charytatywne. Na szczęście dwie pierwsze reguły można złamać, co pozwala przynajmniej części uczestników dotrzeć do mety.
Ostatecznie można wybrać się na podbój Czarnego Lądu samochodem, nie biorąc udziału w żadnym z rajdów. Właśnie tą ostatnią możliwość, ze względu na ograniczone środki i czas, wybrał nasz trzyosobowy team, który w podróż z Katowic do Mali wyruszył popularną "beczką", Mercedesem 123D rocznik 1982.
Podróż zaczęliśmy zgodnie z planem, w Boże Narodzenie. Z brzuchami wypełnionymi wigilijną kolacją, w 50 godzin dojechaliśmy na południe Hiszpanii, skąd czekała nas przeprawa promem do Ceuty - hiszpańskiej enklawy w Afryce. Jeszcze na Starym Kontynencie zetknęliśmy się z ekipami z rajdów Lisbona - Dakar, Plymouth - Banjul i Budapeszt - Bamako. Nasze drogi krzyżowały się jeszcze potem kilkakrotnie...
W Casablance zdobyliśmy wizy do Mauretanii, zwiedziliśmy medinę i największy w Maroku meczet Hassana II. Mieliśmy też ekscytującą przygodę z taksówką. Nie umiejąc znaleźć drogi do konsulatu, postanowiliśmy, że jeden z nas weźmie taksówkę, a pozostali w "beczce" będą jechać za nią. Wyszła z tego gonitwa, jak z filmu gangsterskiego. Taksówkarz ruszył dynamicznie, wbijał się w wąskie luki między innymi samochodami, nie respektował sygnalizacji świetlnej, na czteropasmowej ulicy wyprzedzał kolumny samochodów przez podwójną linię ciągłą. Wyglądało na to, że stawiał sobie za punkt honoru zgubienie "ogona". Na szczęście przygoda skończyła się bezwypadkowo, jedynie podwyższonym poziomem adrenaliny. W afrykańskich miastach kierowca musi mieć oczy dookoła głowy.
Marrakesz – miasto o ciekawym życiu nocnym, toczącym się na głównym placu Dżadid a Fna, na którym pełno ludzi, straganów, muzyki i innych rozrywek. Miejsce dobre na odpoczynek, zakupy suwenirów, spróbowanie lokalnych specjałów np. smażonych baranich łbów. Miasto wypadowe dla turystów udających się w Atlas Wysoki.
Przełęcz Tizi-n-Test położona jest w Atlasie Wysokim na wysokości 2100 metrów n.p.m. Przejazd nią jest bardzo przyjemny dla oka z powodu widoków na majestatyczne czterotysięczniki i berberyjskie wioski przyklejone do górskich stoków. Gorzej tę trasę znosi samochód, który musi się wspinać po stromych serpentynach i przez to trochę się grzeje. Po zjeździe z przełęczy zaczyna się największa pustynia świata.
Sahara Zachodnia to wciąż teren sporny między Marokiem, a Mauretanią, obecnie administrowany przez władze w Rabacie. Jeszcze niedawno narażony na ataki sił zbrojnych Polisario, walczących o niepodległość, obecnie uważany za raczej bezpieczny. Droga, po której się poruszamy, zbudowana jest na kamienistej pustyni (hammadzie) i ciągnie się wzdłuż klifowego wybrzeża oceanu aż do granicy z Mauretanią...
Na granicy marokańsko - mauretańskiej istnieje zaminowany pas ziemi niczyjej. Między posterunkami nie ma drogi, tylko dużo rozgałęziających się szlaków wyżłobionych w piasku przez samochody, z których lepiej nie zjeżdżać. Tam gdzie ktoś jechał i nie ma spalonego wraku, prawdopodobnie nie ma min. Właśnie tu po raz pierwszy zakopaliśmy samochód po sam brzuch i musieliśmy u lokalnego pomocnika skorzystać z płatnego szkolenia dotyczącego jazdy samochodem po pustyni. A należy zrobić tak: spuścić całe powietrze z opon, zasypać koleiny, rozhuśtać samochód, na tyle, by koła trochę wyszły z piachu, odkopać koła napędzające i coś pod nie podłożyć, np. deski lub maty. Następnie na półsprzęgle powoli próbować wyjechać z sypkiego piasku na twardszy grunt. Po paru minutach i napompowaniu opon znów byliśmy w drodze.
Mauretanię staraliśmy się jak najszybciej przejechać, podziwiając przyrodę i pomysłowość kierowców w pakowaniu bagażu na dachach samochodów. W tym rejonie dobrze mieć przy sobie drobne prezenty, aby zostawiać je policji i celnikom, których posterunki i szlabany znajdują się przed wjazdem i wyjazdem z większych miasteczek. Mogą to być długopisy, gazety, breloczki itp. Na jednym posterunku zostaliśmy nawet poproszeni o skarpety...
W okolicach granicy z Mali w Nioro zaczyna się sawanna. W krajobrazie pojawiają się trawy, krzewy i baobaby. Udając się do Bamako, wjeżdża się na szutrową drogę (z francuskiego - piste), która ciągnie się przez jakieś 300 kilometrów. Koleiny wyżłobione w poprzek drogi przez przeładowane ciężarówki, dają wrażenie, że wysłużony samochód zaraz rozleci się na kawałki, pył wdziera się wszędzie, przy wyprzedzaniu brak widoczności.
W Bamako, dowiadujemy się, że trasą, którą przejechaliśmy będzie biegł kawałek odcinka rajdu Dakar. Parę dni później widzimy uczestników rajdu wjeżdżających do miasta.
Zostawiamy "beczkę" na płatnym parkingu u właściciela hotelu Lafia i do domu wracamy samolotem. Mamy zamiar wrócić po nią w grudniu, aby kontynuować podróż po Czarnym Lądzie.
Trasa naszej "beczki" od 25.12.05 do 9.01.06:
25.12.05 Katowice-Granada 3074 km
28.12.05 Granada-Algeciras 253 km
29.12.05 Ceuta-Casablanca 416 km
30.12.05 Casablanca-Marakesz 245 km
31.12.05 Marakesz-Tiznit 373 km
01.01.06 Tiznit-Laayoune 347 km
02.01.06 Laayoune-Dakhla 503 km (w tym ok. 250 km na lince holowniczej...)
03.01.06 Dakhla-Guergarat 366 km
04.01.06 Guergarat-Nouakchott 569 km
05.01.06 Nouakchott-Aleg 263 km
06.01.06 Aleg-Ayoun el Atrous 554 km
07.01.06 Ayoun el Atrous-Nioro 212 km
08.01.06 Nioro-Didjeni 267 km
09.01.06 Didjeni-Bamako 174 km
RAZEM: około 7616 km
Jakub Spławski
www.4energy.pl